Artykuł

cze 27 2012
0

Społeczny fenomen Facebooka

Kiedy w grudniu 1990 roku Tim Berners-Lee stworzył podstawy języka HTML (a tym samym pierwszą stronę WWW), nikt z pewnością nie przypuszczał, że w krótkiej perspektywie czasu Internet stanie się nową siłą medialną, która obecnie konkuruje z telewizją, radiem oraz prasą. Konkuruje to zresztą mało powiedziane. Pod względem szybkości informacji, Internet jest obecnie niekwestionowanym liderem, głównie dzięki temu, że treści w sieci może generować każdy, a dzięki urządzeniom mobilnym jest to możliwe również w dowolnej lokalizacji i czasie.

Nowe medium oraz obywatelską postawę ludności, wykorzystują zresztą również media tradycyjne, które dzięki takim platformom jak choćby Kontakt TVN24, bądź też Alert24 mają darmowe źródło wiadomości od społeczeństwa.

Jednak ani produkt TVNu, ani serwis Agory nie są miejscem w którym kumuluje się internetowe życie. Takim miejscem są za to niewątpliwie portale społecznościowe, w których użytkownicy dzielą się informacjami oraz tworzą nowe znajomości.

W globalnej sieci, można wyróżnić obecnie trzech liderów. Jest sobie zatem LinkedIn, czyli taki światowy odpowiednik naszego GoldenLine. Jest również Twitter, który w moim osobistym odczuciu najbardziej przypadł do gustu sportowcom, dziennikarzom oraz celebrytom no i jest również Facebook, czyli taka sieć dla każdego - główny bohater niniejszego tekstu.

Każdy z tych serwisów cieszy się niezwykłą popularnością i w gruncie rzeczy w pewnym sensie się uzupełniają, jednak jak pokazuje czas, w świecie IT nic nie jest wieczne. W moim odczuciu Facebook ma jednak spore szanse by zapisać się w naszej rzeczywistości jednak na trochę dłużej niż niektórym się wydaje i skutecznie zawalczyć z syndromem przemijania, który jest tak bardzo widoczny w światowym Internecie. O tym dlaczego tak uważam, postaram się napisać szerzej w dalszej części wpisu.

Tak to wszystko się zaczęło

Aż trudno w tej chwili uwierzyć, ale Facebook jest już w sieci 8 lat. Jak na internetowy produkt jest to całkiem sporo i w pewnym sensie można stwierdzić, że jest to już dość dojrzały twór. Wszystko zaczęło się oczywiście jak to w przypadku Facebooka bywa bardzo kontrowersyjnie.

Serwis powstał w lutym 2004 roku i nazywał się wtedy TheFacebook (zmiana nazwy na Facebook nastąpiła w późniejszym okresie). Początkowo serwis był bardzo hermetyczny i przeznaczony był tylko dla studentów Harvardu, z którego 2/3 osób zarejestrowało się w nim już w przeciągu pierwszych dwóch tygodni funkcjonowania. Rosnąca fala popularności szybko znalazła swoje odniesienie w kolejnych uczelniach na terenie kraju, a z biegiem czasu i rozrostem funkcjonalności serwis otworzył się również na inne grupy społeczne. Nie mniej jednak przy wchodzeniu do kolejnych krajów, schemat z reguły wyglądał podobnie. Pierwsi na Facebooku z reguły byli studenci - szczególnie Ci, którzy brali udział w wymianach studenckich. Dla nich jest to niewątpliwie najlepsza forma kontaktu z poznanymi zagranicą ludźmi.

Kilka zdań wcześniej, wspominałem o kontrowersjach związanych z powstaniem Facebooka. W tym momencie chodziło mi głównie o samą koncepcję funkcjonowania serwisu, którą to według braci Winklevoss, Mark Zuckerberg właśnie ukradł. Wspomniani bracia, zgłosili się do Zuckerberga z koncepcją serwisu o podobnym przeznaczeniu jak Facebook kilka tygodni wcześniej przed uruchomieniem popularnej społecznościówki. Zwodzeni przez Marka studenci czekali na efekty pracy programisty, gdy ten tymczasem tworzył swoje życiowe dzieło bardzo zbliżone do ich koncepcji.

Mimo sądowej ugody, bracia nigdy nie pogodzili się z porażką uważając, że sukces Facebooka należy zawdzięczać ich koncepcji na serwis HarvardConnection. Z ciekawostek warto zaznaczyć, że bracia Winklevoss to znani wioślarze, którzy brali udział w olimpiadzie w Pekinie.

W tym momencie polecam Wam również świetny film The Social Network od Davida Finchera, który każdy fan Facebooka (ale i nie tylko) powinien obejrzeć, bo jest to naprawdę dobre kino, które w świetny sposób opowiada historię serwisu.

Facebook w Polsce

Facebook w Polsce zaczął zyskiwać popularność około 3-4 lata temu i trzeba przyznać że nasz kraj długo się opierał społecznościowemu gigantowi. Spora w tym pewnie zasługa Naszej klasy (obecnie Nk), która przez kilka lat skutecznie dominowała w społecznościowym sektorze i która otworzyła ten sektor na nowe grupy społeczne, dla których tego typu przedsięwzięcia były wcześniej nieznane lub mało interesujące.

Zmianę przyniósł dopiero rok 2008, kiedy to Facebook pojawił się w szerszej świadomości wielu naszych rodaków, a było to możliwe w dużej mierze dzięki polskiej wersji językowej tego serwisu, który już w tym momencie był wyjątkowo rozbudowany i dla wielu osób mógł wydawać się skomplikowany.

Dziś Facebook w Polsce jest potężną marką i produktem bez którego ciężko sobie wyobrazić w chwili obecnej funkcjonowanie polskiej sieci. Serwis Zuckerberga już dawno przegonił Nk, a w chwili obecnej pod względem popularności ustępuje tylko Google. Facebook w Polsce to oczywiście potężna machina marketingowa. Dziś ciężko wyobrazić sobie nowy, poważny produkt który nie ma swojej strony na Facebooku, a znaczek lubię to wraz z odnośnikiem do strony w serwisie, jest po prostu niepisanym elementem obowiązkowym dobrej reklamy.

Facebook to również miejsce wielu społecznościowych zrywów. Jeśli polscy internauci chcą coś zorganizować, bądź też zaprotestować przeciwko określonemu zdarzeniu, to wybierają właśnie Facebooka i potrafią być przy tym bardzo skuteczni.

Syndrom przemijania

Branża technologiczna oraz powiązany z nią silnymi więzami Internet, to nie jest miejsce w którym każdy może założyć swój biznes. Tutaj sytuacja zmienia się z dnia na dzień i wystarczy tylko przespać moment, by brzydko mówiąc obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku. Szczególnie narażone w tym przypadku wydają się być serwisy społecznościowe. Dotychczas w dużej mierze warunkiem ich funkcjonowania była moda, dlatego też żywot tego typu serwisów był niepewny. Jeśli użytkownik nie był zaskakiwany kolejnymi nowościami, to po prostu danym serwisem się nudził i przechodził na jakiś nowy, bardziej konkurencyjny zabierając przy tym ze sobą całą swoją grupę przyjaciół i rodzinę.

Człowiek jest zwierzęciem stadnym i doskonale to właśnie widać w tego typu serwisach. W Facebooku stadko jest całkiem liczne i bez problemu ściąga do siebie kolejne owieczki (w końcu razem jest raźniej), tym bardziej że serwis Zuckerberga jest obecnie miejscem gdzie po prostu w świadomości społeczności wypada być...

Spójrzmy z drugiej strony na Google+. Jest to serwis, po którym Google dużo sobie obiecywał, jednak z dnia na dzień coraz łatwiej można odnieść wrażenie, że coś tu do końca nie wyszło i mimo integracji kolejnych usług i produktów wyszukiwarkowego giganta, to większość kont w serwisie jest martwa (pozbawiona aktywności ze strony właścicieli).

Tak więc jeśli spojrzymy na powyższe zdania, to trudno nie odnieść wrażenie, że głównym czynnikiem sukcesu serwisu społecznościowego jest aktualna moda na ten serwis. Sumarycznie powinna przekładać się ona na odpowiednie wyniki finansowe. Żeby nie wypaść z rynku, trzeba być cały czas o krok przed konkurencją i szukać rozwiązań, które nie tylko uniezależnią twórców od panujących na świecie trendów, ale również takich które przywiążą rzesze użytkowników ciężko rozerwalnym węzłem. W Facebooku chyba znaleźli na to sposób.

Dlaczego z Facebookiem nie będzie tak łatwo?

Facebook to w chwili obecnej nie tylko modne miejsce, ale także produkt/usługa/medium (niepotrzebne skreślić), z którym po prostu trzeba się liczyć i bez którego ciężko w wielu obszarach życia obecnie funkcjonować. Wiem że brzmi to z pozoru abstrakcyjnie, ale Facebook poza samą firmą, generuje setki tysięcy innych miejsc pracy na całym świecie, które obsługują choćby działania marketingowe w tym serwisie, czy kontakt z klientami przez Facebooka. Większość tradycyjnych serwisów społecznościowych opierała się na relacjach towarzyskich, w które nie angażowały się wielkie koncerny (chyba, że umieszczały tam swoje reklamy) ani znane gwiazdy. W Facebooku jest inaczej, ponieważ jest to miejsce w którym na ten moment są niemal wszyscy. Na ten stan rzeczy miało wpływ kilka istotnych czynników, którym przyjrzę się szerzej w kolejnych akapitach.

Lubię to!

Lubię to to przycisk, który momentami zdaje się być bardziej popularniejszy od samego Facebooka. Przycisk ten początkowo funkcjonował w samym serwisie jako swego rodzaju znacznik dobrych treści, dziś można spotkać go w ogromnej liczbie serwisów w sieci. Lubię to ma niebagatelne znaczenie w kontekście marketingowym. W ramach Facebookowej transparentności, każde polubienie widzą wszyscy nasi znajomi, dzięki czemu oni również mogą się zainteresować wybranym materiałem, co tylko pokazuje jak ogromne znaczenie ma ten przycisk. W końcu łatwiej uwierzyć w rekomendacje znajomych, którzy polecają wybraną stronę niż jakąkolwiek inną nieznaną witrynę, która jest dla nas anonimowa.

Wiele osób zastanawia się dlaczego w serwisie nie ma przycisku Nie lubię. Osobiście podejrzewam, że jest to podyktowane negatywnym wydźwiękiem takiego stwierdzenia. Z drugiej strony, ciężko polubić informacje o jakimś tragicznym zdarzeniu, a takie oczywiście są również publikowane w serwisie i lubiane przez użytkowników, co ma odrobinę dziwny charakter.

Otwarte API

Jednym z elementów który w Facebooku został rozwinięty na niespotykaną dotąd skalę jest otwarte API. Na jego kanwie powstało wiele gier oraz aplikacji, który w mniejszy, lub większy sposób są zintegrowane ze społecznościowym gigantem. Wiele osób dzięki temu zrobiło swoje życiowe biznesy. Na API Facebooka wyrósł między innymi lider gier przeglądarkowych, czyli firma Zynga, która jest autorem takich hitów jak FarmVille, czy CityVille. Sukces Zyngi nie byłby możliwy bez Facebooka.

Oprócz gier Facebookowe API wykorzystywane jest również do tworzenia wszelakich aplikacji np. takich które obsługują konkursy. Ostatnio w Polsce możemy zaobserwować również wyraźny trend integracji Facebooka z dużymi portalami internetowymi.

Inne Facebookowe uzależniacze

Oprócz otwartego API oraz przycisku Lubię to!, Facebook posiada kilka innych skutecznych uzależniaczy. Jednym z nich jest mechanizm Facebook Connect, który umożliwia logowanie się do wybranych portali i serwisów za pomocą Facebooka. Rozwiązanie jest bardzo wygodne, bo z pewnością wiele osób męczy konieczność posiadania dziesiątek różnych kont, do każdej interesującej strony w sieci. Facebook bierze w tym przypadku to na siebie. Korzystają w pewnym sensie na tym wszyscy. Autorzy stron, którzy dzięki wykorzystaniu systemu prostego logowania Facebooka z pewnością zachęcą użytkowników do rejestracji, użytkownicy którzy mając jedno konto na Facebooku mogą zalogować się do wielu różnych ciekawych portali oraz oczywiście Facebook, który siłą rzeczy zyskuje kolejnych użytkowników, zwiększając przy tym szansę na swoje zyski.

Takie rozwiązanie może być jednak odrobinę niebezpieczne dla developerów, w wypadku gdy miłość do Facebooka trochę przygaśnie a baza użytkowników zostanie poza naszym serwisem - zawsze warto mieć rozwiązanie awaryjne w takiej sytuacji.

Innym sposobem na mariaż z Facebookiem są komentarze Facebooka. Kiedy kilka miesięcy temu uruchomiony został popularny NaTemat, wielu przyjęło ze zdziwieniem implementację systemu komentarzy Facebooka właśnie na tym portalu. W gruncie rzeczy jednak rozumiem autorów. Implementacja komentarzy, które wymagają logowania przy użyciu spersonalizowanych kont, w pewnym sensie warunkuje odpowiedni poziom rozmowy. Jest to odrobinę sprzeczne z naszą polską mentalnością, w której to wielu użytkowników podpisując się wyimaginowanymi pseudonimami obraża wszystkich i wszystko. Zjawisko to jest szczególnie widoczne na dużych portalach. Tymczasem za komentarze w systemie Facebooka odpowiadają już konkretne osoby, które swoje wypowiedzi podpisują własnym imieniem i nazwiskiem.

Fanpage, grupy, subskrypcje oraz wydarzenia

Facebook oprócz standardowych synchronicznych znajomości posiada kilka różnych form związanych z tworzeniem społeczności. Jest to właśnie jedna z kluczowych funkcji tego serwisu.

Kluczowym elementem serwisu, są niewątpliwie popularne strony FanPage, które skupiają się wokół określonej marki/produktu/gwiazdy. FanPage to właśnie taki punkt styku pomiędzy społecznością, a różnymi podmiotami o charakterze komercyjnym/instytucjonalnym. Każdy FanPage może posiadać określonych fanów. W tym przypadku występuje relacja asynchroniczna (każda osoba może polubić Fanpage i nie wymaga to potwierdzenia administratora tej strony). Dzięki temu mechanizmowi, do Facebooka napłynęło wiele firm i gwiazd, dla których jest to niewątpliwie świetne źródło promocji i miejsce do pozyskiwania nowych klientów/użytkowników. Z FanPagem nierozerwalnie wiąże się popularny LikeBox, który spotkać można na milionach stron w Internecie. Kolejny sposób wiązania Facebooka z Internetem.

Grupy to kolejny sposób na tworzenie relacji społecznych - w tym przypadku z reguły o mniej komercyjnym charakterze. Grupy można wykorzystać na dziesiątki różnych sposobów. Mogą je wykorzystać np. studenci z określonego kierunku. W ten sposób można się wymieniać informacjami oraz materiałami w obrębie określonego zespołu osób.

Subskrypcje to stosunkowo nowy element, który na Facebooku pojawił się po premierze Google+. Istotą serwisu od Google były asynchroniczne kręgi, które są przeciwieństwem tradycyjnych synchronicznych znajomości znanych z tworu Marka Zuckerberga. W Facebooku stwierdzili, że jednak taki element przyda się również w serwisie i bardzo szybko go zaimplementowano. Osoby które subskrybują innych użytkowników, widzą tylko ich publiczne posty. W ten sposób uzyskano podobny sposób relacji jak w przypadku użytkownik - fanpage. Nowy rodzaj relacji, tylko zwiększył już tak szerokie możliwości społecznościowe Facebooka i pokazuje jak szybko Zuckerberg wraz z zespołem przystosowuje się do tego co pokazuje konkurencja nie pozwalając użytkownikom choćby na moment zwątpić w ich serwis.

Ostatni element o społecznościowym charakterze, na który warto zwrócić uwagę to wydarzenia. Tak jak wspominałem wcześniej, jeśli obecnie społeczeństwo chce coś zamanifestować, zorganizować akcję typu FlashMob, czy jakiś happening, to wykorzystuje w tym celu Facebooka oraz jego wydarzenia. Wydarzenia to sposób na organizację różnych zdarzeń/imprez/wystąpień. Członkowie serwisu mogą zapisać się na wydarzenie, zaprosić na nie swoich znajomych, a także prowadzić dyskusje na różne tematy powiązane.

Muszę przyznać że Internauci wciąż potrafią mnie zaskakiwać wykorzystaniem tego mechanizmu. Ostatnio widziałem np. zaproszenie na wydarzenie zaślubin:)

Podsumowanie

Na początku tekstu pisałem o tym jak Internet szybko stał się nowym medium, które bez problemu konkuruje z radiem, prasą oraz telewizją. Jeśli spojrzymy teraz na Facebooka to nietrudno dostrzec, że jest on w tej chwili jednym z głównych motorów napędowych Internetu. Być może wielu z Was uzna te tezę za dość śmiałą, ale jeżeli obiektywnie spojrzymy jak duży udział ma Facebook w codziennym życiu wielu z nas oraz ile można o nim przeczytać i posłuchać w innych mediach, to można stwierdzić że obecny Internet wiele straciłby gdyby nie było w nim Facebooka.

Tak jak wspominałem wcześniej, Facebook generuje również bardzo dużo miejsc pracy. Obsługa milionów fanpage'ów na całym świecie, kontakt z klientem, a także tworzenie aplikacji pod Facebooka - wszystko to powoduje że dzięki Facebookowi pracę mają setki tysięcy osób na całym świecie.

Czy zatem trwanie Facebooka wiąże się z jakimkolwiek ryzykiem? Wydaje mi się, że raczej minimalnym. Zagrozić może mu tylko inny lepszy serwis tego typu (obecnie jest to raczej kompletnie nierealne), bądź też kiepskie sposoby monetaryzacji serwisu. W chwili obecnej bardziej problematyczna wydaje się ta druga kwestia, ale wydaje mi się, że po debiucie na giełdzie, geniusz Marka Zuckerberga na to łatwo nie pozwoli. Oby tylko bez szkody dla użytkowników.

Komentarze

blog comments powered by Disqus